32 rocznica ogłoszenia stanu wojennego w Polsce


Wojna z narodem i co dalej?

Stan wojenny według relacji Pana Andrzeja Rosłona – naocznego świadka wydarzeń sprzed ponad 30 lat i aktywnego działacza” Ruchu

Solidarnościowego” na terenie Gminy Radzymin.

 

   Stan wojenny wprowadzono w nocy z soboty na niedzielę, 13 grudnia 1981 roku. Ogłosił go o godz. 6:00 generał Wojciech Jaruzelski. W ten mroźny, grudniowy poranek Polacy obudzili się w zupełnie innym świecie – na ulice wyjechały czołgi, linie telefoniczne zostały odcięte, a drogi zastawione szlabanami. Dla wielu ludzi dzień 13 grudnia stał się synonimem utraty nadziei   i początku prześladowań.

   Jako oficjalny powód ogłoszenia stanu wojennego Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego podała pogarszającą się sytuację gospodarczą kraju, natomiast większość Polaków zdawała sobie sprawę, że rzeczywistą przyczyną była obawa reżimu komunistycznego przed utratą władzy, a także kontroli nad Niezależnym Samorządnym Związkiem Zawodowym „Solidarność”.

   Decyzja WRON – organu powołanego niezgodnie z ówczesną konstytucją – wiązała się z licznymi ograniczeniami dla zwykłych mieszkańców. Rozmowy telefoniczne były podsłuchiwane, wprowadzono godzinę policyjną i liczne represje.

   Nasz rozmówca, trochę zaskoczony faktem, że gimnazjaliści interesują się takimi zagadnieniami, po krótkim namyśle rozpoczął swoją opowieść. Wracając pamięcią do lat swojej młodości prezentował wydarzenia, które trzy dekady temu rozegrały się w naszym regionie. Szybko zdałyśmy sobie sprawę, że jest to niecodzienna lekcja historii.

   „Towarzysz Jaruzelski” ogłosił stan wojenny w dzień wolny od pracy. Jeszcze w nocy na skrzyżowaniu ulicy Waryńskiego (dziś Polskiej Organizacji Wojskowej) oraz Wyszkowskiej razem z sąsiadami namalowaliśmy napis –       ,,Solidarność żyje. W poniedziałek (14 grudnia) po przyjściu do pracy             w Zakładzie Doskonalenia Zawodowego w Radzyminie zostałem poproszony przez vice dyrektora o napisanie deklaracji lojalności wobec władzy WRON. Odmówiłem! Wtedy poproszono mnie do gabinetu dyr. Romualda Bogusławskiego, który wręczył mi kartkę papieru oraz długopis, po czym stwierdził: ,,Panie Andrzeju! – wie pan co napisać.” Odpowiedziałem, że nie podpiszę takiej deklaracji. Na to dyrektor: ,,Panie Andrzeju, ja mam polecenie takich ludzi – jak pan – zwalniać z pracy”.

   Zaczął lekko chrząkać co czynił, gdy był wzruszony. Więc powiedziałem wychodząc z gabinetu: ,,Nie musi mnie pan zwalniać, sam odejdę”                   i skierowałem się do działu kadr. Dyrektor zatrzymał mnie w drzwiach i zapytał: ,,Panie Andrzeju – czy samochody są sprawne”. Odpowiedziałem, że tak. Wówczas zakłopotany dyrektor nieoczekiwanie stwierdził: ,,Niech pan idzie do swoich obowiązków”. W ten sposób nie zostałem zwolniony z pracy.

   Działalność podziemną prowadziliśmy we współpracy z sąsiadującą z naszym zakładem firmą transportową oraz Technikum Terenów Zieleni. Polegała ona głównie na kolportażu i transporcie niezależnej prasy, np.: Wola, Godność, Reduta, Tygodnik Mazowsze oraz książek, m.in. ,,I powraca wiatr”, powieść rosyjskiego pisarza Gieorgija Władimowa pt. ,,Wierny Rusłan”, a także wiele innych wydawnictw, plakatów i znaczków. Ponadto rozrzucaliśmy ulotki przed komunistycznymi świętami i pseudowyborami nawołujące do bojkotu tych imprez.

W okresie stanu wojennego narażeni byliśmy na narastający terror państwa totalitarnego. W naszej działalności konspiracyjnej bardzo pomocny był punkt przerzutowy w Markach. Wiosną i latem 1982 roku przewoziliśmy ramki sitodruku do drukarni podziemnej w Słupnie, gdzie drukowaliśmy Tygodnik Wojenny. Nazywało się to wówczas ,,czterech do brydża”, ponieważ dwóch drukarzy musiało rozlewać farbę na sicie i ciągnąć szpachlą, a dwóch pozostałych podnosiło i opuszczało ramki, a także podkładało papier oraz wyjmowało gotowy wydruk.

   Mieliśmy przyjaciół w Markach, Nieporęcie, Legionowie, Wołominie oraz Warszawie. Wyczuwało się poparcie społeczne dla naszej działalności. Uczniowie radzymińskich szkół także byli po naszej stronie. W Zakładzie Doskonalenia Zawodowego w Radzyminie opłacano składki na NSZZ „Solidarność”, na prasę podziemną oraz zbierano fundusze, aby pomóc osobom represjonowanym przez władze komunistyczne. W ten sposób wojna Jaruzelskiego z narodem skazana była na niepowodzenie.

   Pod pseudonimem ,,głód’’, prasa podziemna była czytana prawie oficjalnie. Zapamiętałem ciekawy widok, gdy przewodniczący miejscowego – reżimowego OPZZ siedział pochylony i czytał Tygodnik Mazowsze. Milicja radzymińska nie angażowała się w jakiś szczególny sposób w działalność polityczną i z ,,małymi wyjątkami” – jakby nie dostrzegała naszych poczynań w walce o Wolną Polskę.

   W tym czasie wielką rolę w podtrzymaniu ludzkiej solidarności, a także nadziei i zapału do dalszej działalności odgrywał Kościół, a w szczególności jego hierarchowie. Wizyty Ojca Świętego i jego przesłania utrzymywały nas w przekonaniu, że nasza walka musi zakończyć się powodzeniem.

   Podczas nabożeństw w radzymińskim Kościele szczególnie zapadły mi          w pamięci kazania księdza Piotra Mazurkiewicza, obecnie profesora Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Wielu księży w okresie dziesięcioletniej ,,Wojny z narodem” straciło życie w niewyjaśnionych okolicznościach. Znamiennym przykładem jest mord Błogosławionego Księdza Jerzego Popiełuszki – kapelana „Solidarności”, którego msze za Ojczyznę przyciągały tysiące wiernych.

   Kilka dni po wyłowieniu ciała księdza Jerzego z Wisły, jadąc w kierunku Bydgoszczy, pojechałem na tamę we Włocławku, aby złożyć hołd dzielnemu kapelanowi. Tam zostałem skontrolowany przez czterech milicjantów. Do dyrektora ZDZ w Radzyminie dotarł następujący meldunek: ,,Kierowca zboczył z trasy, dlatego żądamy ukarania”. Dyrektor Bogusławski wezwał mnie do siebie, pokazał meldunek i zapytał: ,,Co ja mam z tym zrobić?”. Więc odpowiedziałem: „Niech pan im odpisze, że kierowca został ukarany naganą ustną”. Wyraźnie rozbawiony dyrektor odpowiedział: ,,Wie Pan co, właśnie tak zrobię”.

   Przy wjazdach do większych miast były postawione drewniane zapory. Obok szlabanu w Zaciszu ciekawy widok. Po prawej stronie milicja i korek. Natomiast po lewej wojsko, a tam żołnierze kopią niewielki kamień wzdłuż jezdni             i przepuszczają samochody bez kontroli.

   Natomiast podczas wjazdu do Bydgoszczy spotkałem się przy szlabanie         z następującą reakcją milicji: ,,A, Warszawa! Pozdrówcie Bujaka – jechać”. A wy Rulewskiego – odpowiedziałem. Zostałem pozbawiony wysokiej premii      i nigdy nie dochodziłem – dlaczego? Do dzisiaj tego nie wiem i mogę się tylko domyślać.

   Pewnego razu pracownicy naszego zakładu wycięli gwiazdę ze sklejki, pomalowali na czerwono i umieścili na hałdzie miału węglowego, co wzbudziło wściekłość przedstawiciela Podstawowej Organizacji Partyjnej i jednocześnie ORMO. Była to ta sama osoba, gdyż nikt więcej do tych organizacji nie chciał się zapisać. OPZZ powstało tylko dlatego, aby dyrektorowi oszczędzić przykrości. Na pytanie do wspomnianego „ormowca”: ,,Jakie kryteria trzeba spełnić, żeby się zapisać do tej organizacji?”, natychmiast poskarżył się dyrektorowi, jakby było coś złego w tych pytaniach. W końcu ktoś nie wytrzymał i powiedział szefowi ORMO: ,,Proszę Pana! Takich jak Pan u nas na wsi kładą na tory i czekają, aż pociąg przejedzie”. Oczywiście była następna skarga.

Wreszcie nadszedł rok 1989 i pewnego dnia robotnicy przyszli do mnie             z propozycją reaktywowania NSZZ „Solidarność”. Byłem trochę zaskoczony ich postawą, więc powiedziałem: ,,Przemyślcie jeszcze raz swoją propozycję, bo nie wiem, czy już jest na to czas. Przyjdźcie za dwa tygodnie”. Po upływie tego czasu powtórzyli swoją inicjatywę. Dlatego nie było wyjścia. Ogłosiliśmy zebranie w sprawie reaktywowania NSZZ ,,Solidarność” w ZDZ Radzymin. Związek wznowił swoją działalność, a mnie wybrano na przewodniczącego.

   Opracowaliśmy chyba 17 postulatów, które skierowaliśmy do prezesa ZDZ   w Warszawie, a następnie pojechaliśmy na ulicę Deotymy, aby zarejestrować nasz związek. Otrzymaliśmy bardzo wysoki numer na Mazowszu – 82, a za chwilę okazało się, że wynikły jakieś błędy proceduralne i otrzymaliśmy aż – 142 numer. Jednak te przeszkody nie były już w stanie zepsuć radości ze zbliżającego się zwycięstwa.

   Nasz związek w Radzyminie walnie przyczynił się do sukcesu podczas wyborów do Rady Zakładu, zarządu i na fotel prezesa ZDZ. Wprowadzono też zmiany w statucie, korzystne dla pracowników zakładu. W opracowaniu zmian w statucie, bardzo pomógł nam docent Bogdan Skutarka, szef biura senackiego. Na uwagę zasługuje fakt, że był to pierwszy Zakładowy Związek „Solidarności” na terenie Gminy Radzymin.

   Nieżyjący już Tadeusz Regulski postawił wówczas wniosek, aby powołać Wyborczy Komitet Obywatelski ,,Solidarność”. Odbyło się zebranie pracowników zakładu, podczas którego powołano wspomniany komitet, natomiast mnie – na wniosek śp. Tadeusza Regulskiego – wybrano na jego przewodniczącego.

   Zbliżały się wybory 4 czerwca 1989 roku. Trzeba było zbierać podpisy na listach wyborczych do sejmu i senatu. Poszedłem więc do proboszcza naszej parafii śp. księdza Stanisława Lisa, z prośbą o możliwość zbierania podpisów przed Kościołem. W pierwszej chwili proboszcz nie wyraził zgody. Wtedy ja powiedziałem: ,,Proszę księdza, wygramy wybory parlamentarne,       a później nasi przedstawiciele wybrani w sposób demokratyczny doprowadzą do dalszych zmian”. W tym momencie zauważyłem na twarzy proboszcza przyjazny uśmiech i krótką refleksję: ,,Komuniści nie zorientują się, kiedy stracą władzę”. A ja na to: ,,I właśnie o to chodzi”. Nasze działania wspierał również ksiądz Piotr Mazurkiewicz.

   Należy przyznać, że entuzjazm, wiara w zwycięstwo i ciężka praca organizacyjna przyniosły pożądane efekty. Dlatego w naszej gminie nie oddano żadnego głosu na komunistów.

   Słuchając Pana Andrzeja Rosłona zdałyśmy sobie sprawę, że wprowadzenie stanu wojennego w grudniu 1981 roku było zamachem na swobody obywatelskie i przemiany demokratyczne zachodzące wówczas w Polsce. Nie ulega wątpliwości, że tamte dramatyczne wydarzenia odcisnęły swoiste piętno w najnowszych dziejach Polski. Dlatego nasze pokolenie urodzone w Wolnej Rzeczypospolitej powinno pokazać, iż wiemy i pamiętamy, że ofiary wtedy poniesione nie były daremnymi.

                                           Emilia Niedzieska, Paulina Pietrucha, Julia Zachaj – kl.IIc (14 lat)                                      

                                           Gimnazjum nr 1 im. mjr. Stefana Waltera w Radzyminie.